Posts Tagged ‘dziwne pomysły’

Katalog IKEI na wielkim ekranie

Większość ulotek i katalogów, które mają nieszczęście trafić przed mój próg bez chwili namysłu lądują w koszu w na śmieci. Większość – bowiem jest taki katalog, którego oglądanie sprawia mi prawdziwą przyjemność. I jest to właśnie katalog IKEI.

Po niezwykle udanej akcji promocyjnej na Facebooku, to kolejny wychwycony przez nas błyskotliwy marketingowy pomysł IKEI.  Do promocji swoich produktów wykorzystała ich obecność w znanych filmach kinowych. Dzięki niezwykle pomysłowej akcji wiemy już, że kuchnia, w której Brad Pitt odbywa słynną “szpiegowską” rozmowę telefoniczną w “Tajne przez poufne” to kuchnia z IKEI (co więcej, znamy również jej cenę). Wiemy, skąd pochodzi i ile kosztuje nóż, którym George Clooney kroi marchewki w tym samym filmie. Tajemnicą nie jest już także pochodzenie fotela – bohatera jednej ze scen erotycznych w kinowej wersji “Seksu w wielkim mieście”.

W ten sposób odbyło się 95 seansów, które zobaczyło razem ponad 13,000 osób. Uczestnicy seansów oczywiście otrzymywali również drukowane katalogi. Opinie były mieszane.

Z pewnością pomysł jest niezwykle kreatywny (płodny wręcz), lecz nie każdy prawdziwy kinoman życzyłby sobie takich atrakcji podczas rzeczywistego seansu filmowego. Kino, nieważne jak bardzo komercyjne by się nie stawało wciąż jest X Muzą. A samo wskazanie na pochodzące z IKEI artykuły na specjalnych seansach uważam za mniej nachalne niż wszechobecny product placement,  którego fenomenem zajmiemy się już wkrótce.

Swoją drogą, niezwykła jest globalna ekspansja IKEI. To jedna z tych marek, które sprawiają, że rzeczywiście żyjemy w globalnej wiosce. Podróżując po Europie łatwo zauważyć, że już prawie wszędzie lotniska wyglądają tak samo. Wszędzie można zjeść tego samego hamburgera w McDonalds(nieważne czy nazywa się Le Royal, czy Ćwierćfunciak z serem), wypić tą samą kawę w Starbucksie, czy pójść na zakupy do H&M, czy Zary. A w większości mieszkań naszych rówieśników znajdziemy przecież nic innego, jak znane z naszych mieszkań meble i gadżety IKEI. Welcome to global village!

Zabójcza babcia

W Belgii pojawiła się niedawno seria znakomitych billboardów promujących kursy samoobrony dla osób starszych. Widzimy na nich, co może się przytrafić takiemu złoczyńcy, któremu przyszłoby na myśl zaatakować takiego wyszkolonego staruszka. Uśmiech na twarz ciśnie się nie tylko dlatego, że takie “podlaki” dostały za swoje, ale również z powodu wyrafinowanych form kary, która została im wymierzona.

Szczególnie urzekł mnie obrazek numer 2 i rzezimieszek, który nie usiądzie chyba przez długie tygodnie.

Na kursach takich z pewnością uczą głównie sztuk walki, bo o tym, że dziadkowie mają fantazję wiemy przecież nie od dziś.

Trójkącik czy kółko?

Oznaczenia toalet dla niektórych bywają prawdziwym utrapieniem. Nie łatwo przecież raz na zawsze zapamiętać, że nie przechodzi się przez drzwi z kółeczkiem. W Niemczech jest już łatwiej – ale trzeba choć troszkę znać słownictwo, by wiedzieć, że  D= Damen, a  H= Herren. Najlepsze w tej kwestii są kraje anglojęzyczne, gdzie “Ladies Rooms” i “Gents” wyraźnie mówi, kto powinien dany próg przekraczać.

Psikusa toaletowiczom postanowił sprawić portal Xdress.com ( wraz z kanadyjską agencją Spring). Sam portal jest internetowym butikiem dla transwestytów – niestety trudność w naszym ojczystym języku  tak sympatycznego określenia jak angielskie “cross dressing“. Aby zwiększyć świadomość istnienia marki i dać znać o sobie tysiącom macho lubiącym po godzinach wrzucić na siebie koronkowe majteczki sięgnęli po bardzo ciekawą partyzancką kampanię.

Xdress_In-situ-412x423

Dzięki tej akcji niejedna pani miała zapewne okazję zobaczyć “na żywo” pisuary, a niejeden pan siedząc spokojnie w kabinie był świadkiem plotek o całym biurowcu.Jednym słowem – pewnie się działo!  A ci, którzy lubią “przebieranki” wiedzą teraz, gdzie można się zaopatrzyć w stosowne ciuszki.

10 naprawdę pomysłowych zastosowań billboardów

Kwestia billboardów to temat na naprawdę długą dyskusję. Trudno nie zauważyć jak niepostrzeżenie stały się nieodzownym elementem miejskiego krajobrazu. Mieszkańcy miast powoli mają dość wszechobecnych jogurtów, tamponów i szynki za 19,99 z jednego z supermarketów. Znudzeni zwykłymi billboardami konsumenci mogą zaobserwować jak cały otaczający ich świat staje się powoli przestrzenią reklamową. Kosze na śmieci, samochody, przystanki, tramwaje – wymieniać można by w nieskończoność…

Pośród całej tej billboardowo-ulotkowej papki pojawiają się czasem prawdziwe perełki, które udowadniają, że nawet tak wyeksploatowana do granic możliwości przestrzeń jaką jest billboard może czasem rozbawić, zaskoczyć, wywołać silne emocje lub zmusić do myślenia.

Zanim jednak przejdziemy do naszej cotygodniowej “odliczanki” spot stworzony dla Sky Movies. Jego celem było przekonanie widzów do reklam przerywających programy telewizyjne, a pokazuje on świat zupełnie pozbawiony reklam. Jak Wam się podoba świat bez billboardów? Nie wygląda dziwnie “obco”?

A teraz przed nami 10 naprawdę udanych kampanii outdoorowych z użyciem billboardów.

10. Playboy

Za dnia pusty billboard z logo “Playboya” w prawym, dolnym rogu, nocą prawdziwe pole popisu dla wyobraźni.

playboy-boobs-billboard

Jak niewiele czasem potrzeba…

9. Kampania społeczna dotycząca nadmiernego zużycia energii.

Oj, niektóre billboardy naprawdę chciałoby się wyłączyć…

lightswitch

8. Kampania społeczna dotycząca zaniedbywanych dzieci.

neglected-children-billboard

7. Ravensburger Puzzle

Oto znakomity przykład wykorzystania przestrzeni. Złóżmy sobie Biały Dom ;)

ravensburger-white-house

6. Anando Milk

Jak przekonać dzieci do picia mleka, które uważają za  najnudniejszy i najbardziej obciachowy napój na świecie?

Pokażmy, że mleko posiada naprawdę ogromną moc i zmienia dzieciaki w superbohaterów. Na mnie by podziałało :)

billboard-boy-building

5. A może by tak zamieszkać w billboardzie?

billboard-house

4. Agencja pracy Jobsintown

Jeśli myślisz, że Twoja praca musi być beznadziejna, mylisz się. Unaoczni Ci to kampania jednej z niemieckich agencji pracy…

giant_ass_billboard

3. Smart Brabus

Kolejny przykład znakomitego umieszczenia billboardu – tym razem otwierany most w Rotterdamie.

smart_brabus_billboard

2. Imodium

billboard-toilet-paper

1. Samo -eksplodujący billboard

Ta kampania dostarczyła mnóstwo emocji zarónwno miłośnikom, jak i przeciwnikom billboardów (Czyż może być dla nich większa przyjemność niż widok rozpadającego się na tysiąc kawałków billboardu?). Ustawiony na billboardzie zegar odliczał czas. Nikt tak naprawdę nie wiedział czego się spodziewać, ale każdy chciał zobaczyć co się stanie w momencie zakończenia odliczania.

b14dddf27e02162f44d5

Jak się okazało – za eksplodującym billboardem  stała firma kurierska “Deadline Couriers” , której przewodnie hasło “When we give you time – we mean it!” jest doskonałym komentarzem dla całej kampanii.

Kserokopiarki – obiekt reklamowych fascynacji

Temat inspiracji fascynuje od wieków. Bez inspiracji nie było by pomysłów. Bez pomysłów kampanii. Co tu dużo mówić – niech żyją Kreatywni! Każdy z nich powinien mieć zapewnioną własną muzę – najlepiej co kilka dni inną, by uniknąć schematyczności. Polecam również wspaniałe, długie wakacje, by wystawić się na działanie jak największej ilości bodźców. W okresach płodnych wskazane są dni wolne, by nie ograniczać w żaden sposób procesu twórczego. Tak być powinno…

Niestety, wielu Kreatywnych musi znosić uciski accountów, księgowych, marudnych klientów. Dzień wolny od pracy zdarza się tylko, gdy przypałęta się jakieś obrzydliwe choróbsko. A jedyną muzą jest dla nich zmieniająca się co jakiś czas stażystka ( ale i tak z innego działu)…  I z czego tu czerpać inspirację???  Z dziurkaczy, zszywek, kserokopiarek, plazmowych monitorów,  klawiatur, pani Krysi z recepcji…. Kserokopiarek? Napisałem kserokopiarek? A, to akurat niezwykle inspirujące urządzenie…

To dość drastyczny przypadek. Ale uwierzcie mi, może być naprawdę pięknie :)

Teraz pięknie w wersji dla przybyszów z Dalekiego Wschodu.

Troszkę pofantazjujmy…

I na koniec małe ostrzeżenie – nie zadzierać z kserokopiarkami!

Płodna antypłodność, czyli o niesłychanej kreatywności reklam kondomów

Kondomy są bardzo wdzięcznym tematem do skrojenia fajnej, zabawnej kampanii reklamowej. Same w sobie, w swojej gumowej naturze mają wpisaną już sporą dawkę kontrowersji. Nie tak dawno jeszcze samej chęci ich zakupu w aptece towarzyszyły wypieki na twarzy. Nie raz słyszało się również historie o babciach, które brały kondomy za balony. Prezerwatywa jako balonik  - proszę bardzo! Gotowe!

Weźmy najbardziej okropnego bachora z sąsiedztwa (albo z rodziny), którego znamy. Teraz wyobraźmy sobie, że dzięki kondomom nie ma tego ciągłego darcia się, krzyku, czy bicia. Proszę bardzo… Znacie?

Można straszyć młodych kochanków personalizacją całej armii plemników…

Można promować prezerwatywę jako współczesny symbol miłości… coś co łączy i tworzyć piękne, wzruszające spoty, po których będzie chciało się ruszyć na zakupy do supermarketu lub apteki ( lub po prostu sięgnąć do portfela)

Można dobitnie pokazać, co tak naprawdę dzięki kondomom można mieć…

Lub zaprezentować nowe, niestandardowe ich zastosowania

Choć co tu dużo mówić… niestandardowe zastosowania przeważnie i tak prowadzą do jednego…

Cóż więc, idźcie i rozmnażajcie się… oczywiście czasem robiąc sobie przerwę na reklamę

Pożyteczne skutki sikania pod prysznicem

Jak możemy uratować naszą planetę? Jak możemy przyczynić się do mniejszego zużycia wody? Wg. twórców brazylijskiej kampanii odpowiedź jest prosta – sikajmy pod prysznicem!
W kontrowersyjnym spocie Brazylijscy ekolodzy z organizacji SOS Mata Atlantica w dowcipny sposób apelują o sikanie pod prysznicem. Jeśli raz dziennie oddamy mocz pod prysznicem, zaoszczędzimy 4380 litrów wody w ciągu roku. Statystyczna brazylijska spłuczka zużywa bowiem aż 12 litrów na każdorazowe spłukanie moczu.

Do tego niezwykle ciekawego przejawu ekologicznych zachowań Brazylijczycy zachęcają mniej więcej w ten sposób:

„Sikaj pod prysznicem! Chcemy aby robili to wszyscy! Faceci! Kobiety! Dzieci! Brazylijczycy! I nie! Szlachetnie urodzeni! Zwykli ludzie! Muzycy! Sportowcy! Pół-ludzie, pół-potwory! Duchy! Brazylijskie legendy! Greckie legendy! Dobre osoby! Złe osoby! Geniusze sztuki! Geniusze nauki! Artyści cyrkowi! Kochankowie! Stwory z innych planet! Gwiazdy filmowe! Mówiąc krótko – sikając jesteś z nami!Sikaj pod prysznicem – pomożesz lasom!”

xixi

Kampania ta bez wątpienia przyczyniła się do łamania tabu. Oczywiście, wielu z nas przynajmniej raz w życiu spróbowało to zrobić. Niektórzy robią to zawsze. I jakkolwiek możemy różnić się opiniami na temat szkodliwości tego zjawiska, teraz otrzymało ono społeczne przyzwolenia. A co więcej, urasta do zachowania wprost pożądanego.
Niezwykle ciekawa jest droga jaką przeszło „sikanie pod prysznicem” – od tematu tabu, czegoś czego się raczej wstydzimy, po zachowanie uchodzące za najnormalniejsze w świecie, którym wprost chwalą się gwiazdy popkultury (choćby Madonna i Kelly Clarkson – obie miały niedawno swój sikowy coming-out).

Co więcej, spójrzmy na opinie na wszystkich możliwych kanałach, gdzie zamieszczony został kontrowersyjny spot. W większości komentarzy ludzie nie tylko przyznają się do swojego najczęściej porannego rytuału, ale nawet deklarują, że teraz będą robić to częściej i chętniej – mając świadomość „dobroczynnych efektów” swoich zachowań.

Oczywiście, wiele głosów z sporą dozą sarkazmu proponuje oddawanie kału również pod prysznicem lub do doniczek z roślinkami. Niektórzy sugerują, że kolejne akcje powinny nazywać się „Nie spłukuję wody po sobie!” lub „Myję ręce w kiblu”. I jakby na to nie patrzeć, żyjemy w świecie w którym powinniśmy stosować się do ogólnie przyjętych norm. Prysznic, z samej definicji służy do czegoś zupełnie innego niż muszla klozetowa. I, jak by na to nie patrzeć, wolność Tomku w swoim domku, ale sam nie chciałbym biorąc prysznic stanąć w miejscu, które dla kogoś innego posłużyło do innych, fizjologicznych celów.

pee-in-the-shower1

Temat niewątpliwie jest kontrowersyjny, dlatego niezwykle ciekawy jest sposób jego ujęcia. Nie ma gorszącego naturalizmu. Nie ma epatowania kontrowersją i szokowania.
Są miłe i sympatyczne zwierzątka, którym towarzyszą wesołe głosy dzieci.Wszystko sprawia lekko infantylne wrażenie. I prawdę mówiąc, pierwszy raz ogladając wspomniany spot nie miałem pojęcia o co chodzi. Gdy tylko dowiedziałem się o co chodzi, zacząłem zastananawiać sie dlaczego wtaki sposób.
Kolejna odsłona kampanii jest jeszcze bardziej abstrakcyjna. Co więcej, z komentarzy wynika, że jest nie do końca zrozumiała nawet dla samych Brazylijczyków. Proszę bardzo.

Konia z rzędem dla tego, kto to rozszyfruje!

Ekolodzy raz na jakiś czas zaskakują nas innowacyjnością swoich poglądów i pomysłami na rozwiązanie globalnych problemów. Każdy z nas ma natomiast wolną wolę, i to on sam decyduje czy i w jaki sposób chce przyczyniać się do dobrobytu środowiska.
Korzystając jednak z sugestii Brazylijczyków pamiętajmy, że w kampanii tej nie chodzi o to, by zawsze, gdy tylko zachce nam się siusiu stawać pod prysznicem… Wtedy efekty mogą być wprost odwrotne.

Ciekawe przypadki marketingu filmowego cz.1

Dla twórców kampanii marketingowych wytwory sztuki filmowej są z definicji niezwykle trudną materią do pracy. Promując bowiem coś o samo w sobie ma sporą wartość rozrywkową należy uważać, aby kampania reklamowa nie stała się większym show niż sam film.

Teoria teorią, ale niestety zasada ta nie ma zbyt dużego przełożenia w praktyce. Co roku wytwórnie filmowe prześcigają się w pomysłach jak promować swoje najnowsze produkcje. Wielokrotnie, jak choćby w przypadku filmów „Mroczny rycerz”, „Blair Witch Project” czy „Projekt Monster” („Cloverfield”) same kampanie przechodzą do historii ramię w ramię z filmem. Wielokrotnie jednak kampanie są jedyną interesującą rzeczą, która pozostaje po danym filmie. Przyjrzyjmy się więc tym najdziwniejszym i najodważniejszym przykładom kampanii marketingu filmowego.

10. „Skok przez płot” (2006)
Producenci tej niezwykle śmiesznej animowanej produkcji zrezygnowali z konferencji prasowej z udziałem aktorów podkładających głosu bohaterom filmu. Zamiast tego na czerwonym dywanie pojawiły się specjalnie wytresowane sępy. Efekt był oszałamiający!
Chociaż raz Angelina Jolie i Brad Pitt nie byli głównymi gwiazdami czerwonego dywanu.

moviepr-overthehedge-431

9. „Silent Hill” (2006)
Równie rzadko jak zdarza się udana filmowa adaptacja gry komputerowej, tak agencje marketingowe wprowadzają w życie równie kuriozalne pomysły co ten. Bo jak inaczej nazwać można paradę pielęgniarek-zombie ubranych w mini- spódniczki i chodzących w półtransie ulicami Tokio.

moviepr-silenthill-431

8. “Laleczka Chucky” (1988)
„Gratuluję odwagi, współczuję głupoty” – to najlepszy komentarz dla działań jednej z amerykańskich agencji PR z okazji 20-tej rocznicy premiery filmu „Laleczka Chuchy”.
Otóż, na słynnym nowojorskim Times Square pojawiła się spora grupa ucharakteryzowanych na słynne laleczki karłów. Każdy z nich był wyposażony w nóż rzeźnicki lub siekierkę i mieli za zadanie straszyć zdezorientowanych przechodniów. Nie ma to jak czarny PR, ale po co robić go sobie?

a06eabcc855406c20848ed3051760d61,35,1

7. “Dom woskowych ciał” (2005)
Większość filmów jako zachętę wykorzystuje chęć ujrzenia gwiazd dużego ekranu. Dość oryginalnie postąpili producenci filmu „Dom woskowych ciał”, którzy siłą napędową machiny promocyjnej uczynili niechęć do jednej z występujących w nim aktorek. Jeżeli napiszę, że była nią Paris Hilton, a hasła promocyjne brzmiały „ On May 6th See Paris Die” (6 maja zobacz jak umiera Paris) wszystko stanie się jasne. Sama bohaterka kampanii całą akcję skomentowała mówiąc: „no cóż, rzeczywiście mam najlepszą scenę śmierci w całym filmie”. I trudno się z nią nie zgodzić. Do dziś film oglądany jest chyba tylko jedynie dla tej sceny.

moviepr-houseofwax-431

6. „Million Dollar Mystery” (1987)
Jedną z najbardziej kosztownych kampanii reklamowych, jak się później okazało była akcja promocyjna filmu „Million Dollar Mystery”. W okresie poprzedzającym premierę filmu ogłoszono, że gdzieś na terenie Stanów Zjednoczonych ukryta została torba zawierająca milion dolarów, a wskazówki do jej odnalezienia ukryte są w promowanym filmie. Po kilku tygodniach zwyciężczyni konkursu znalazła torbę, która była ukryta w ….. nosie Statuy Wolności. Sam film natomiast poniósł w kinach olbrzymią klęskę, zarabiając mniej niż tytułowy milion dolarów.

moviepr-milliondollarmystery-431

5. “The Wackness” (2008)
To ciekawy przykład promocji kina niezależnego. Film opowiada o znajomości młodego dilera marihuany i jego klienta – podstarzałego psychiatry. Jedna z agencji PR, aby produkcja trafiła na pierwsze strony gazet posłużyła się głównym bohaterem filmu – marihuaną. Ogłoszono konkurs, w którym nagrodą główną była podróż do Amsterdamu…. oraz cała torba „zioła”. Zaatakowani przez antynarkotykowych aktywistów, twórcy kampanii tłumaczyli, że skoro film mówi o tym jak miłość do trawki zbliża ludzi, postanowili uczcić ten fakt i dać szansę zasmakowania tej uczty miłości także widzom. To jest dopiero alternatywny marketing! Swoją drogą ciekawe ile trawki poszło z dymem podczas tworzenia projektu tejkampanii?

moviepr-wackness-431

4. “Jackass Number Two” (2006)
Jackass od lat jest jednym z najbardziej szalonych i kontrowersyjnych produkcji telewizyjnych. Jego twórcy, w zależności od pytanej osoby uchodzą albo za geniuszy współczesnej telewizji, albo za obleśnych bezmózgów. Oczywistym było, że przeniesieniu „Jackassa” na rynek kinowy towarzyszyć będą niestandardowe formy promocji. Bo jak inaczej nazwać wyczyn jednego z bohaterów filmu Steve-O, który podczas premiery zdjął spodnie przed tłumem zdezorientowanych dziennikarzy…. i “przyozdobił” czerwony dywan plamą swojego moczu.

moviepr-jackass2-431

3. “Simpsons: The Movie” (2007)
Simpsonów nie trzeba nikomu przedstawiać. I przypuszczam, że nikogo nie trzeba by zachęcać do obejrzenia kinowej wersji przygód tej specyficznej rodzinki. A jednak, wejściu Simsonów do kin towarzyszyła jedna z najciekawszych kampanii marketingowych ostatnich lat. Jednym z jej najciekawszych elementów było przemianowanie amerykańskich marketów 7-Eleven w serialowe markety Kwik-E-Marts. 1 lipca zaledwie 10 marketów przekształciło się w prawdziwe Kwik-E-Marty, natomiast szum wywołany wokół tego wydarzenia był ogromny. Ludzie przejeżdżali pół Ameryki, żeby zobaczyć kultowe, serialowe markety. Robili sobie zdjęcia z figurkami Chiefa Wiggum i dyrektora Skindera. Co więcej, na półkach &-Eleven pojawiły się serialowe produkty: Squishees, płatki Krusty-O, czy Buzz Cola.

685645383_64abe4235c

Kolejnym z niezwykłych działań marketingowych było poszukiwanie idealnego miejsca na premierę filmu. Serialowi Simsonowie mieszkają w miasteczku Springfield. Nigdy jednak nie określono w jakim znajduje się ono stanie. Dlatego też wszystkie miasta o tej nazwie przystąpiły do rywalizacji o goszczenie premiery filmu. Wygrało Springfield, Vermont, które ujęło jurorów za serca wirusowym filmem, w którym gigantyczny pączek goni przez całe miasteczko mężczyznę ucharakteryzowanego na Homera Simsona. Całej kampanii towarzyszyło ogromne zainteresowanie mediów.
Najmniej udany chyba elementem promocji filmu było stworzenie znaków w zbożu przedstawiających nagiego Homera oraz starożytny symbol płodności. Dla wielu żart ten wydał się niesmaczny, ale sprawił, że Simsonowie przez długi czas nie schodzili z pierwszych stron gazet.

moviepr-simpsonsmovie-431

2. “Borat”(2006) & “Bruno”(2009)
Obie postaci wykreowane przez brytyjskiego komika spokojnie mogłyby stanowić kanwę dla kolejnego wpisu. Oba wcielenia Sachy Barona Cohena w okresie poprzedzającym premierę filmu pojawiały się w mediach z niespotykaną dotąd częstością.
Któż nie pamięta Borata kapiącego się w kultowym dziś stroju kąpielowym na jednej z kanneńskich plaż podczas najważniejszego festiwalu filmowego na świecie. Któż nie emocjonował się ciągłymi doniesieniami o kolejnych pozywających go osobach. Apogeum kampanii Borata była próba wtargnięcia do Białego Domu, podczas której Cohen chciał wręczyć prezydentowi USA „George’owi Walterowi Bushowi” zaproszenie na premierę filmu. Niestey, ani prezydent, ani inni zaproszeni gości ( OJ Simpson, czy Mel Gibson) nie pojawili się na premierze.

33_1_borat

Podobne emocje towarzyszyły premierze kolejnego filmu Cohena „Bruno”. Na długi czas przed premierą można było usłyszeć o wtargnięciu Bruno na scenę podczas pokazu mody w Mediolanie. Od tego czasu raz na jakiś czas słyszeliśmy o wyczynach reportera austriackiej gejowskiej telewizji.
Najwięcej rozgłosu towarzyszyło jednak niewątpliwie zajściu, które miało miejsce podczas wręczenia MTV Movie Awards. Bruno, przyodziany w białe pióra przemieszczał się nad widownią, w pewnym momencie, nieoczekiwanie lądując swoimi posladkami na twarzy znanego z homofonicznych wypowiedzi Eminema. Zdenerwowany raper w pośpiechu opuścił salę, a po transmisji z gali wybuchła gorąca dyskusja. Nieważne, czy było to zainscenizowane, czy nie – efekt został osiągnięty. Film w pierwszy weekend wyświetlania przebił wynik otwarcia Borata. Na drodze ku pełnemu sukcesowi stanęły jednak niezwykle negatywne opinie o filmie rozpowszechniane za pomocą Twittera, czy Facebooka.

1. “Blair Witch Project” (1999)
Pierwsze miejsce nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem. „Blair Witch Project” to film, który w historii marketingu filmowego otworzył nowe karty. Cała kampania jest zdecydowanie jedną z najlepszych reklamowych kampanii w historii ( i nie dotyczy to tylko marketingu filmowego), bowiem wyprodukowany za zaledwie 22 000 dolarów film tylko w amerykańskich kinach zarobił ponad 250 milionów dolarów.

blair_witch_project-431
Cały pomysł opierał się na stworzeniu złudzenia, że opowiedziana w nim historia była prawdziwa. Wiadomość o filmie znalezionym w lesie, dokumentującym śmierć grupy młodych ludzi dzięki prężnym działaniom w Internecie obiegła cały świat. Coraz trudniej było odróżnić rzeczywistość od marketingowej fikcji. Efekty były niespotykane. Któż bowiem nie chciał zobaczyć jednego z najgłośniejszych filmów roku.

Jak widać marketing filmowy może stworzyć film kultowy. Może go również zniszczyć. Bez odważnej, pierwszej internetowej kampanii marketingowej filmu twórcy „Blair Witch Project” pewnie nigdy nie trafiliby na ekrany kin. Bez zorientowanej na śmierć Paris Hilton kampanii ‘Domu Woskowych Ciał”, film stałby się kolejnym zapomnianym gniotem. Bez szumu towarzyszącemu premierom „Borata” i „Bruno”, filmy cieszyłyby się znacznie mniejszą popularnością. Szkoda tylko, że czasem (jak w przypadku wspomnianego „Bruno”, czy „Million Dollar Mystery”) sama kampania jest lepsza niż promowany film.

Żródła: virginmedia.com , moviemarketingmadness.com , ifc.com, imdb.com,

Free T-Mobile Phones on Sale | Thanks to CD Rates, Best New Business and Registry Software | Grab Free Wordpress Themes