W piątek 25 września 2009 na ekranach amerykańskich kin zadebiutował niskobudżetowy horror „Paranormal Activity”. Reżyserem filmu jest debiutujący na wielkim ekranie, pochodzący z Izraela Oren Peli. Pierwszy raz słyszycie? Nic dziwnego. Obraz ten został nakręcony za jedyne 15 ooo dolarów, a na ekrany kin trafia dopiero po dwóch latach, które przeleżał na półkach firmy Paramount Pictures. Sam film opowiada o parze, której mieszkanie zamieszkuje jakaś dziwna, niszczycielska siła. Mąż – technofil, wbrew poradom medium postanawia zamontować sprzęt monitorujący zdarzenia zachodzące w ich mieszkaniu. Stwarza to pretekst, by widz także mógł uczestniczyć w tym niecodziennym pokazie.
Ogromny sukces filmu (mierzony poziomem strachu widowni
) podczas festiwali w Sundance (jeszcze w 2008 roku) i Telluride i porównania do „Blair Witch Project” zadecydowały, że film trafił do dystrybucji w całych Stanach Zjednoczonych. I tu dochodzimy do sedna sprawy, gdyż dystrybucja ta z pewnością nie należy do standardowych.
W noc premiery odbyły się darmowe pokazy filmu w kilku znanych amerykańskich ośrodkach akademickich. Co więcej, na stronie internetowej filmu, po wejściu w zakładkę „Demand it!” można zamówić pokaz filmu w swoim miejscu zamieszkania. Twórcy tej kampanii od samego początku liczyli na kampanię szeptaną. Studenci zaintrygowani filmem, niczym ewangeliści marki polecają go swoim innym znajomym. W ten oto sposób, drogą ” z ust do ust” „Paranormal Activity” powoli zyskuje miano filmu kultowego. W tym tygodniu, na samo żądanie widzów film zostanie pokazany w 20 kolejnych miastach, a specjaliści od amerykańskiego box office wróżą mu długie kinowe życie.
Kolejnym plusem kampanii jest jej duża spójność. Wszystkie materiały promocyjne składają się z fragmentu recenzji z Blooody-Dusgusting.com (to znak dla miłośników horrorów, że warto przyjrzeć się tej propozycji), kadru z filmu, który dokładnie pokazuje nam czego możemy się spodziewać, oraz informacji o kampanii „Demand it!”, dzięki której film pojawi się w kinach dosłownie na zamówienie.

Według podobnych zasad budowany jest też trailer, który również nie przypomina zwykłych hollywoodzkich trailerów wypełnionych pompatyczną muzyką i informacjami o tym kto ile zdobył Oscarów. Trailer skupia się na widowni. Na jej reakcjach. Doskonale pokazuje to cel całej kampanii – to widz jest w centrum. On decyduje, że chce ten film zobaczyć, i otrzymuje film, który właśnie jemu ma dostarczyć satysfakcji.
Dlaczego kampania ta jest tak doskonałym przykładem marketingu filmowego, czy marketingu sztuki w ogóle? Otóż, posiada doskonale określoną niszę. Zna jej potrzeby i wie, w jaki sposób je spełniać. Film nie trafia bezpośrednio do wielkich multipleksów, ale miejsc, w których zgromadzeni są potencjalni fani. To od nich będzie zależał ciąg dalszy.
Przełomowość tej kampanii polega zatem na dwóch bardzo ważnych rzeczach. Po pierwsze, pokazuje jak wielkie znaczenie ma dotarcie do odpowiedniej niszy – nieważne czy są to miłośnicy horrorów, fascynaci filmów dokumentalnych o delfinach, czy japońskiej mangi. Po drugie, daje znakomity początek pewnemu trendowi, który z ciekawością będę obserwował. Mianowice, kto wie, czy przyszłość niezależnego kina nie leży właśnie w takich seansach zamawianych do konkretnych kin. Po tegorocznych festiwalach w Sundance, Telluride i Toronto zakupiona została rekordowo mało liczba filmów. Jeśli film nie gwarantuje dużych zysków, lub co najmniej nominacji do Oscara nie ma dla niego miejsca na amerykańskim ( a tym samym światowym ) rynku. W ten sposób omija nas kilkanaście naprawdę znakomitych filmów rocznie. I, abstrahując od tego, że z dużą pewnością „Paranormal Activity” nie zapisze się w historii jako szczytowe osiągnięcie kina ( a nawet gatunku), to dzięki rozpoczętej przez niego tendencji wiele dobrego może się w filmowym świecie wydarzyć.
UPDATE „Paranormal activity” po pierwszym tygodniu w szerokiej dystrybucji zarobiło ponad 7 mln, i biorąc pod uwagę oczekiwane małe spadki widowni oraz zbliżające się Halloween może być naprawdę dużym przebojem kinowym 2009 roku!
UPDATE Ci, którzy trzymali kciuki za „Paranormal Activity” mieli rację. W miniony weekend film w Stanach dołożył do swojego wyniku 16 mln dolarów, i ma już na koncie ponad 80 mln. Do wyniku „Blair Witch Project” brakuje jeszcze co prawda 60 mln, ale i tak sukces przeogromny.. i co najważniejsze – nieoczekiwany.
Warto zwrócić również uwagę na polską adaptację amerykańskiej kampanii i zamówić film do swojego miasta.
Przeczytaj także:
Zamiesc komentarz