Przed nami jedna z najlepszych i najbardziej spójnych kampanii promocyjnych filmu ostatnich lat. Marketingowcy wielkich wytwórni nauczyli się, że najlepiej jeśli ramię w ramię z premierą filmu idzie kontrowersyjna kampania marketingowa. Tym razem, przyjrzymy się działaniom promującym czekający na swoją kwietniową amerykańską premierę film z pogranicza kina akcji i science-fiction “Repo Man”.
Film, w którym pojawią się m.in. Jude Law i Forest Whitaker osadzony jest w świecie przyszłości. Ludzie nauczyli się radzić z najgorszymi możliwymi schorzeniami przeszczepiając sztuczne odpowiedniki chorych organów. Problem polega na tym, że organy te są piekielnie drogie, a mająca na nie monopol na rynku firma “The Union” wynajmuje tzn. repo men, którzy mają za zadanie wydrzeć organy z ciał tych, którzy nie uregulowali jeszcze rachunku.
Cała kampania rozpoczęła się emisją zamieszczonego powyżej dość brutalnego, ale i interesującego trailera. Następnie Internet zalała fala dość niekonwencjonalnych plakatów.
Absolutnym hitem wydaje się być stworzona specjalnie w celach promocyjnych strona fikcyjnej firmy “The Union”. Na stronie tej możemy zapoznać się nie tylko z misją firmy. Możemy poznać opinie zadowolonych pacjentów, a nawet poznać przykładowe ceny różnych organów.
Żeby wszystko uwiarygodnić istnieje oczywiście zakładka Kontakt. Z lęku przed Repo Men, którzy mogliby mi wyrwać moje własne serce nie odważyłem się zadzwonić. Jeśli jednak ktoś miałby wystarczająco odwagi, to czekam na relację.
Skorzystałem za to z zakładki “Kariera”… i co tu dużo mówić… jeśli macie w sobie jakieś niezapłacone, sztuczne organy, to nie wpuszczajcie mnie do domu.
Proponuję zwrócić uwagę na niezwykle korzystną promocję: dwie nerki w cenie jednej.
Swoją drogą ciekawe ile ludzi się nabierze. W końcu cała akcja ma miejsce w Ameryce
Zagraniczne, a także i nasze, krajowe uczelnie prześcigają się w coraz to nowych formach promocji. Pisaliśmy już o libdubie zorganizowanym przez Uniwersytet w Quebec, czy libdubie poznańskiego UAM. Jedna z największych i najlepszych amerykańskich uczelni – Uniwersytet Yale – poszła jeszcze dalej. Na fali popularności libdubów, powrotu mody na musicale i amerykańskiego szaleństwa na punkcie serialu Glee, studenci i absolwenci uniwersytetu stworzyli jeden z najlepszych filmów rekrutacyjnych jakie widziałem. Dosłownie, z chęcią przeniósł bym się w czasie (do pięknych lat młodzieńczych) i przestrzeni (do miodem i mlekiem płynących Stanów), no i oczywiście… wybrał Yale!
Co ciekawe, w odrobinę długi, ale jakże urzekający spot zaangażowani zostali obecni i byli studenci, wykładowcy, a nawet władze Uniwersytetu. W tworzeniu filmu udział brali również znani absolwenci Yale, jak np. prezenter NBC Brian Willson. Efekt jest naprawdę bardzo dobry!
Jakiś czas temu w polskich mediach pojawiła się informacja o kontrowersyjnym kalendarzu pewnej firmy produkującej trumny. Nie trwało długo zanim pochodząca z Wągrowca firma trafiła na pierwsze strony gazet.
Od zawsze wiadomo, że Eros i Tanatos to główne siły napędzające ludzkie życie. Stąd wielkie emocje jakie budzić może połączenie atrakcyjnych niewiast, symbolizujących Miłość, Namiętność, Seks oraz trumien – nieodzownie kojarzących się ze sprawami ostatecznymi.
Trudno oceniać walory estetyczne tych zdjęć, bo szczerze mówiąc nie znam przymiotników, którymi dałoby się je określić. Zamierzenie było proste – wywołać kontrowersje. Efekt został osiągnięty. Na stronie internetowej firmy znaleźć można listę mediów, które zainteresowane były nietypowym kalendarzem. Wyraźnie pokazuje to jaki był cel całej akcji. Sam kalendarz można również nabyć za cenę jedynie 40 zł. Polecam, gdyż jest to pewnie jedna z najbardziej kuriozalnych rzeczy, jaką dawno widziałem. A kto wie, może rozpocznie całą serią, która popularnością dorówna kalendarzowi Pirelli.
Ja natomiast zastanawiam się, jak daleko może posunąć się kreatywność autorów kalendarza w manipulacji elementami: modelka i trumna. Sam mam kilka pomysłów – więc gdybyście Państwo autorzy mieli jakieś chwilowe “wypalenie” to serdecznie zapraszam!
Na koniec mój ulubiony miesiąc – kwietniowa trumna żołnierza!
Fanem kalendarza można zostać również na Facebooku – gdyby ktoś jeszcze nie był!
Może zrobią konkurs – kto zataguje się pierwszy na trumnie otrzyma ją w prezencie
Większość ulotek i katalogów, które mają nieszczęście trafić przed mój próg bez chwili namysłu lądują w koszu w na śmieci. Większość – bowiem jest taki katalog, którego oglądanie sprawia mi prawdziwą przyjemność. I jest to właśnie katalog IKEI.
Po niezwykle udanej akcji promocyjnej na Facebooku, to kolejny wychwycony przez nas błyskotliwy marketingowy pomysł IKEI. Do promocji swoich produktów wykorzystała ich obecność w znanych filmach kinowych. Dzięki niezwykle pomysłowej akcji wiemy już, że kuchnia, w której Brad Pitt odbywa słynną “szpiegowską” rozmowę telefoniczną w “Tajne przez poufne” to kuchnia z IKEI (co więcej, znamy również jej cenę). Wiemy, skąd pochodzi i ile kosztuje nóż, którym George Clooney kroi marchewki w tym samym filmie. Tajemnicą nie jest już także pochodzenie fotela – bohatera jednej ze scen erotycznych w kinowej wersji “Seksu w wielkim mieście”.
W ten sposób odbyło się 95 seansów, które zobaczyło razem ponad 13,000 osób. Uczestnicy seansów oczywiście otrzymywali również drukowane katalogi. Opinie były mieszane.
Z pewnością pomysł jest niezwykle kreatywny (płodny wręcz), lecz nie każdy prawdziwy kinoman życzyłby sobie takich atrakcji podczas rzeczywistego seansu filmowego. Kino, nieważne jak bardzo komercyjne by się nie stawało wciąż jest X Muzą. A samo wskazanie na pochodzące z IKEI artykuły na specjalnych seansach uważam za mniej nachalne niż wszechobecny product placement, którego fenomenem zajmiemy się już wkrótce.
Swoją drogą, niezwykła jest globalna ekspansja IKEI. To jedna z tych marek, które sprawiają, że rzeczywiście żyjemy w globalnej wiosce. Podróżując po Europie łatwo zauważyć, że już prawie wszędzie lotniska wyglądają tak samo. Wszędzie można zjeść tego samego hamburgera w McDonalds(nieważne czy nazywa się Le Royal, czy Ćwierćfunciak z serem), wypić tą samą kawę w Starbucksie, czy pójść na zakupy do H&M, czy Zary. A w większości mieszkań naszych rówieśników znajdziemy przecież nic innego, jak znane z naszych mieszkań meble i gadżety IKEI. Welcome to global village!
W Belgii pojawiła się niedawno seria znakomitych billboardów promujących kursy samoobrony dla osób starszych. Widzimy na nich, co może się przytrafić takiemu złoczyńcy, któremu przyszłoby na myśl zaatakować takiego wyszkolonego staruszka. Uśmiech na twarz ciśnie się nie tylko dlatego, że takie “podlaki” dostały za swoje, ale również z powodu wyrafinowanych form kary, która została im wymierzona.
Szczególnie urzekł mnie obrazek numer 2 i rzezimieszek, który nie usiądzie chyba przez długie tygodnie.
Na kursach takich z pewnością uczą głównie sztuk walki, bo o tym, że dziadkowie mają fantazję wiemy przecież nie od dziś.
Jak na kampanię wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych wydać tylko kilka procent tej sumy? Jak odwołanie się do siły rekomendacji może zwiększyć efekty?
Akcja UwalniamyKomorki.pl pokazuje, że robiąc rzeczy alternatywne – uprawiając marketing szeptany, a czasem… szemrany, bo korzystając z mechanizmu plotki, można osiągnąć zamierzone cele.
Początki. Podobno najlepsze pomysły to te, które pojawiają się nagle i nikt nie wie, skąd. Nie inaczej było z Uwalniamy Komórki. Pomysł powstał spontanicznie. Narodził się w naszych głowach w czwartek nad ranem podczas redakcyjnych rozmów w jednej z poznańskich kuchni. Wiele kubków herbaty i kilka litrów coli, no i mamy gotowy pierwszy wstępny szkic całości.
Problemy. Pobudka o ósmej. Po trzech godzinach snu można wracać do pracy. Najbliższe godziny pokażą, że nie wszystko jest tak różowe. Start akcji w piątek stoi pod wielkim znakiem zapytania. Pojawiają się pierwsze przeszkody, z kategorii tych najgorszych – finansowych. Przy założonym budżecie trudno jest zrealizować wszystkie zaplanowane działania. Dyskutujemy i myślimy nad możliwymi rozwiązaniami. Ostatecznie postanawiamy, że billboardy (zarówno mobilne, jak i stacjonarne), które miały się pojawić w poniedziałek przed siedzibami operatorów i wspierać pikiety, zostaną skreślone z budżetu. Zostają same pikiety.
Domeny. Ile ich naprawdę było? Oprócz domen, które wykorzystaliśmy: UwalniamyKomorki.pl oraz UwolnijKomorki.pl, rezerwujemy na potrzeby akcji (a także, by zabezpieczyć akcję przed kontrą w podobnej domenie) kolejne nazwy. Są to między innymi domeny z polskimi znakami UwalniamyKomórki.pl, UwolnijKomórki.pl czy podobne nazwy: UwalniamyTelefony.pl, UwolnijTelefon.pl i kilka innych pozycji.
UwalniamyKomorki.pl. O godz. 18.00 na maila spływają dwie pierwsze karykatury, prezes UKE i prezes Orange, które ostatecznie znajdują swoje miejsce na jednej ze stron wspierających akcję. Ta czwartkowa noc okazuje się jeszcze bardziej pracowita. Powstają pierwsze wersje formularza, ale całej strony nadal brak. Godzina 23.00 okazuje się szczęśliwą – pierwszy etap projektu zakończony i główna strona już działa. Jeszcze tylko karykatura dwóch pozostałych prezesów, treść listów do nich i UwolnijKomorki.pl będzie gotowe. Mamy na to cały weekend – na dziś wystarczy, idziemy odpocząć.
Nasza-Klasa wsparciem. Na Naszej-Klasie jest już kilkunastu Lechów Wałęsów, kilkadziesiąt Dod i kolejne kilkadziesiąt tysięcy profili fikcyjnych. W piątek 30 stycznia pojawia się kolejny, imię: Uwalniamy, Nazwisko: Komórki. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, czy będzie to profil widmo, czy jednak ktoś się nim zainteresuje. Kreacje przygotowane – możemy startować. Chcąc dodać smaczku, wybieramy kluczowe osoby w branży telekomunikacyjnej oraz znajomych dziennikarzy. Dostają zaproszenie od tajemniczego konta „Uwalniamy Komórki”. Pojawiają się pierwsi znajomi.
Poniedziałek – chwila prawdy. Około godziny 13.00 dziesięć młodych osób pojawia się przed siedzibą Orange. Po kilku minutach wychodzi do nas… ochrona obiektu i prosi, byśmy przestali pikietować i sobie poszli. Idziemy, lecz kilka metrów dalej. Przez kolejne 45 minut jesteśmy obiektem zainteresowania pracowników Grupy TP oraz przechodniów, którzy robią zdjęcia.
Godzina 14.00 należała do Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Jak tylko pojawiamy się pod wejściem i wyciągamy nasze kartki “UwolnijKomorki.pl”, przybiegają do nas pracownicy urzędu i przepraszają za nieobecność pani prezes, która musiała udać się na wcześniej zaplanowane spotkanie. Otrzymujemy zaproszenie do środka – odmawiamy. UKE zaopatruje nas w gorącą herbatę, a my pikietujemy pod wejściem. Godzina 14.30 – sukces! Przychodzi do nas pani prezes i tym razem przyjmujemy zaproszenie na rozmowę o przyszłości rynku telekomunikacyjnego, już wewnątrz budynku.
Wtorek, środa – winna Era. Dwa dni działy PR wraz z zarządami zastanawiały się, co się dzieje… Pytali dziennikarzy, a rzecznik Grupy TP sprawdził nawet, czy nasza pikieta została zgłoszona do Urzędu Miasta. Dziennikarze drążą temat, szukają, piszą, dzwonią, pytają. Ostatecznie brak odpowiedzi – sprawdzają sami, kolorystyka UwalniamyKomorki.pl podobna do strony Ery i T-Mobile. Numery zarejestrowane w Erze. Adres mailowy pr@uwalniamykomorki.pl, adres mailowy Ery? pr@era.pl. Wyrok zapadł – Era winna.
Znów czwartek. Kolejne pikiety planowane z początku na wtorek zostały przełożone na dziś. Od rana działa już nowa odsłona UwolnijKomorki.pl z karykaturami dwóch kolejnych prezesów. Przed siedzibą Plusa cisza, pracownicy wypatrują nas z okien i uśmiechają się. Po godzinie przechodzimy pod siedzibę Play przy ul. Taśmowej. Czekają na nas już dziennikarze, fotoreporterzy oraz Maciej Budzich z kamerą, który był ciekawy, kto kryje się za organizacją całej akcji. Po kilkunastu minutach schodzi do nas Chris Bannister, prezes Play, w towarzystwie Marcina Gruszki, rzecznika prasowego. Dostajemy zaproszenie do środka i rozmawiamy o rynku telekomunikacyjnym. Otrzymujemy zapewnienie, że Play zdejmie simlocki (co w chwili obecnej jest już faktem!).
Co czujemy? Wiele osób pyta nas, czy jesteśmy zadowoleni z przeprowadzenia akcji. Dostajemy zapytania dotyczące stworzenia kreacji, wirusa, kampanii alternatywnej bezpośrednio od firm, jak i od agencji interaktywnych. Dla wielu osób właśnie to jest wyznacznikiem sukcesu. Dla nas jednak sukcesem jest działanie operatorów – Era nie wycofała się z promocji, mimo podania daty na 28 lutego, Play od 1 marca zdejmuje każdemu chętnemu blokadę.
Podsumujmy. Prasa, radio oraz internet, a w nim branżowe serwisy internetowe, elektroniczne wydania dzienników, blogi oraz fora dyskusyjne. O akcji pisały między innymi „Gazeta Wyborcza”, „Dziennik”, „Twoje Imperium”, Media2.pl, Telix.pl, Mobile-Internet.pl, MediaRun.pl, blogi (rzecznika prasowego Play, Grupy TP, BlogPlay.eu, Komorkomania.pl, Blog.MediaFun.pl, PolPhone.pl/blog/), fora internetowe (Peb.pl, kilka niezależnych wątków na GoldenLine.pl). Wznieciliśmy gorącą dyskusję na blogach serwisantów, którzy są przeciwni zniesieniu blokad. Odbyła się godzinna audycja w radiu Euro, która jednocześnie była naszą niestandardową konferencją prasową, podczas której serwis PasjaGSM.pl przyznał się do organizacji akcji. Kilkadziesiąt publikacji, kilkadziesiąt wątków w internecie, ponad 10 tysięcy podpisów pod petycją, kilkaset tysięcy odsłon stron akcji. Zwiększyliśmy świadomość marki PasjaGSM.pl wśród kluczowych osób w branży telekomunikacyjnej poprzez zwrócenie uwagi mediów na akcję społeczną i sprawy ważne dla przeciętnego użytkownika, który nie zawsze byłby zainteresowany branżowym portalem. Gdybym dziś miał raz jeszcze podjąć decyzję na temat organizacji akcji, nie zawahałbym się ani przez chwilę! Słuszna akcja, świadomość, że zrobiliśmy coś dobrego dla rozwoju polskiego rynku telekomunikacyjnego. To tym większy sukces, że nie dysponowaliśmy wysokim budżetem, a i tak dotarliśmy do setek tysięcy odbiorców.
Za kreację graficzne odpowiedzialna była firma Agencja Moroko – www.Moroko.pl”
Opinie z zewnątrz
To była bardzo przyjemna kampania. Idealnie wstrzeliła się w klimat dyskusji o telefonach i simlockach (porażka akcji TuNieMaEry.pl). Świetna zmyłka w kierunku Ery (podobna strona, numery telefonów) i wcale niełatwa sztuka z utrzymaniem tajemnicy. Imponujące są efekty kampanii, jeśli popatrzymy na koszty. Wyjaśnienie, kto za tym stoi, też było łatwe do przyjęcia dla zainteresowanych, ponieważ okazało się, że chodzi o serwis informacyjny, który właśnie kontrowersyjne tematy i dyskusyjne wydarzenia powinien inspirować. Być może zabrakło mi trochę jaśniejszej komunikacji na koniec kampanii. Myślę, że pozostało wiele osób, które o akcji uwalniamykomorki.pl słyszały, ale do tej pory nie wiedzą, że stała za nią PasjaGSM.pl
Maciej Budzich – Blog.MediaFun.pl
Akcja „Uwalniamy Komórki” to kawał dobrej roboty marketingowej. Na jej sukces wpłynęło kilka czynników. Przede wszystkim – ciekawy temat i społeczny wymiar. Ludzie nie chcą płacić za ściągnięcie simlocków, dlatego spontanicznie przyłączają się do akcji i zapraszają znajomych do popierania akcji. Odpowiedni moment – Era rozpoczyna promocję telefonów bez simlocka. Tajemnica – media prowadzą własne redakcyjne śledztwa i debatują nad tym, kto i dlaczego zorganizował akcję. Element zaskoczenia – za akcją stoi portal telekomunikacyjny, a nie operator komórkowy. Ta akcja jest doskonałym przykładem na to, że marketing szeptany działa, zwłaszcza w internecie. Można zrobić świetny marketing za niecałe 2 tys. złotych, bez potrzeby wydawania ogromnych budżetów marketingowych na tradycyjne reklamy, które są coraz mniej skuteczne. W marketingu szeptanym liczy się pomysł, ciekawie opowiedziana historia, którą ludzie chcą przekazywać znajomym. Gratuluję pomysłu i z niecierpliwością czekam na kolejną akcję portalu PasjaGSM.pl.
Od kilku już lat wieści się upadek męskości. Metroseksualizm niektórzy wymieniają raczej obok problemów społecznych, niż pozytywnych trendów. Z plakatów spoglądają na nas modele o wygładzonych włosach, nieskazitelnych cerach i umięśnionych klatach (pozbawionych jednakże włosów). Coraz trudniej czasami określić, czy mamy do czynienia z facetem, czy kobietą. Podobno poziom testosteronu u mężczyzn obniżył się w latach 1987 – 2004 o całe 17 procent !!!
Dockers postanowiło powiedzieć jednak NIE temu typowi męskości. Ich nowa kampania “wear the pants” nawołuje mężczyzn do bycia mężczyznami ( w czym pomogą im oczywiście produkty wspomnianej firmy). Proponują nową “definicję męskości – chcą silnych, ale i wrażliwych mężczyzn, którzy potrafią zmienić zarówno oponę, jak i pieluchę.”
Najciekawsza w całej kampanii jest chyba jednak kreacja graficzna. Więc jak Panowie, w tym tygodniu może zrezygnujemy z depilacji?
Swoją drogą, wszystkich miłośników otaczającej nas hipokryzji zapraszam na stronę Dockers, gdzie można się na własne oczy przekonać jak wyglądają ubrania dla “prawdziwego” faceta
Oznaczenia toalet dla niektórych bywają prawdziwym utrapieniem. Nie łatwo przecież raz na zawsze zapamiętać, że nie przechodzi się przez drzwi z kółeczkiem. W Niemczech jest już łatwiej – ale trzeba choć troszkę znać słownictwo, by wiedzieć, że D= Damen, a H= Herren. Najlepsze w tej kwestii są kraje anglojęzyczne, gdzie “Ladies Rooms” i “Gents” wyraźnie mówi, kto powinien dany próg przekraczać.
Psikusa toaletowiczom postanowił sprawić portal Xdress.com ( wraz z kanadyjską agencją Spring). Sam portal jest internetowym butikiem dla transwestytów – niestety trudność w naszym ojczystym języku tak sympatycznego określenia jak angielskie “cross dressing“. Aby zwiększyć świadomość istnienia marki i dać znać o sobie tysiącom macho lubiącym po godzinach wrzucić na siebie koronkowe majteczki sięgnęli po bardzo ciekawą partyzancką kampanię.
Dzięki tej akcji niejedna pani miała zapewne okazję zobaczyć “na żywo” pisuary, a niejeden pan siedząc spokojnie w kabinie był świadkiem plotek o całym biurowcu.Jednym słowem – pewnie się działo! A ci, którzy lubią “przebieranki” wiedzą teraz, gdzie można się zaopatrzyć w stosowne ciuszki.
Jak przekonać ludzi do zaangażowania się w kwestie związane z efektem cieplarnianym. Wszyscy mamy już chyba dość wykładów o dwutlenku węgla, dziurze ozonowej, topiących się lodowcach. Jak sprawić, by ludzie naprawdę wysłuchali tego, co ważne?
Greenpeace postanowił zaprezentować dosłownie nagą prawdę na temat klimatu. Gwarantuję, że każda kobieta – ciekawa finału wysłucha młodego ekologa do samego końca. Ten niezwykle oryginalny i pomysłowy spot zbiera doskonałe opinie na całym świecie. Co więcej, lista “podpisujących” rośnie z dnia na dzień.
Każdy z nas może dołączyć do Dave’a. Wystarczy podpisać dowolny fragment własnego ciała, zrobić mu zdjęcie i umieścić na stronie Greenpeace. Oni już to zrobili!
Blog prowadzą twórcy Agencji Płodni.comSprawdź co możemy dla Ciebie zrobić
- Marketing wirusowy,
- Reklama na niestandardowych nośnikach,
- Organizacja niestandardowych eventów,
- Gry marketingowe,
- Akcje miejskie / Flash mob,
- Kampanie w social media,
- Marketing mobilny.