Archive for Luty, 2010

Kampania antytytoniowa, która wywołała skandal

Oto na naszych oczach toczy się we Francji burzliwa dyskusja jak daleko agencje reklamowe mogą się posuwać w tworzeniu kampanii. Sam rząd domaga się natychmiastowego zakazania kampanii, a organizacje rodzinne zapowiadają, że wytoczą autorom proces. Wszystko to za sprawą dwóch zdjęć, które miały młodych ludzi zniechęcić do palenia. Minister do spraw rodziny Nadine Morano idzie w swoich osądach bardzo daleko zarzucając Stowarzyszeniu Niepalących, które sfinansowało kampanię, propagowanie treści pedofilskich.

Z całą pewnością wiadomym jest, że młodzi ludzie przestali reagować na ostrzeżenia typu papierosy mogą zabić. Pytanie jednak czy tym razem nie poruszono się o krok zbyt daleko? Z drugiej strony to kampania społeczna, która ma znacznie większe przyzwolenie od społeczeństwa.

Gerard Audureau, szef stowarzyszenia odpowiedzialnego za kampanię broni pomysłu agencji: Młodych ludzie trzeba zaszokować w inny sposób, na przykład seksualny.

Nokia stworzyła największy drogowskaz na świecie

Głównym problemem przed, którym stanęli pomysłodawcy akcji była zmiana świadomości konsumentów. Marka i telefony Nokii niestety nie kojarzą się z nawigacją, a ich użytkownicy rzadko korzystają z możliwości jakie trzymają w dłoni. Głównym celem stało się zachęcenie ludzi do korzystania z usług jakie posiadają w swoich słuchawkach.

Nawigacja powszechnie odbierana jest także jako narzędzie służące do wytyczenia trasy z punku A do punktu B. Nokia chce jednak uspołecznić swoje narzędzie, chce by stało się kanałem służącym do wymiany informacji o swoich ulubionych miejscach, lokalach czy wspomnieniach.

W okolicach Tower Bridge w Londynie Nokia postawiła na dwa tygodnie interaktywną instalację, która była zawieszonym w powietrzu drogowskazem. Całość ważyła 60 ton i była zawieszona na wysokości 50 metrów. Gdyby chcieć przyrównać długość do któregoś z samochodów to byłyby to cztery wiszące autobusy.

Wskazówka obracała się o 360 stopni wokół własnej osi wskazując wybrane obiekty znajdujące się na całym globie wraz z dystansem jaki trzeba pokonać by do nich dotrzeć. Osoby znajdujące się w pobliżu mogły także za pomocą swoich telefonów ‘zapytać o drogę’ i otrzymać odpowiedź na interaktywnym wiszącym ekranie.

W sieci znajdował się także podgląd nawigacji z kamer zawieszonych wokół instalacji. Każdy mógł na mapie oznaczyć interesujące punkty do których powinna zostać wskazana droga.

McDonald potrafi wywołać uśmiech na twarzy dzieci

O McDonald piszemy już czwarty raz w przeciągu ostatnich tygodni i na moje oko marka ta jest najczęściej przewijającą się na tym blogu w kontekście firm, które korzystają z niestandardowych form promocji. Tym razem pod lupę idę dwie kampanie realizowane w dwóch różnych częściach świata.

Pierwszy projekt to CSR’owa akcja mająca na celu zachęcenie ludzi do udziału w McHappy Day czyli akcji dzięki, której aż w 15 krajach (niestety nie w Polsce) restauracje przeznaczają część zysków z tego dnia na cele charytatywne związane z dziećmi. Szukając inspiracji na promocję akcji w 2009 roku McDonald postanowił odwiedzić tych, którym pomaga. Najlepszą metodą i lekarstwem okazał się uśmiech – i to on właśnie stał się głównym bohaterem kampanii. By stworzyć uśmiech, którego nikt nie ominie wybrano najwyższy budynek w Puerto Rico. Nocą w budynku zapalono światła tak by oświetlone pomieszczenia stworzyły uśmiech :) . W ten sposób zapewniono szereg darmowych publikacji w najważniejszych mediach co bezpośrednio przyczyniło się do zwiększenia o 50% wielkości zebranej kwoty w stosunku do roku poprzedniego.

Kolejnym pomysłem zrealizowanym przez agencje na potrzeby McDonald był ekran projekcyjny, który wykorzystywał dym jako nośnik projekcji przygotowanej kreacji.

Jak walczyć z wandalizmem na przykładzie Hiszpanii

Kampania ta miała uzmysłowić mieszkańcom i przebywającym w mieście turystom, że wandalizm jest ogromnym problemem i wydatkiem dla włodarzy miasta i jego budżetu. Pewnego dnia miasto obudziło się wypełnione tablicami z informacji ile rocznie miasto musi wydawać na naprawę konkretnych zniszczeń czy sprzątanie miasta.

Akcją zainteresowało się wiele mediów (TVE, Tele 5 TV – wiodące hiszpańskie telewizje), media lokalne (Canal 4 TV, Canal 6, Canal Sur TV, Diario de Navarra, Diario de Noticias), a także media internetowe (20 Minutos, Atlas-news, Yahoo news).

Do akcji zostały wykorzystane różowe nośniki o różnych wymiarach i treści. Od małych tabliczek, 15cm, (skupiających się na psich odchodach) do dużych nośników wysokością przekraczających 3 metry (informujących o kosztach zniszczeń zabytków). Wyjaśnienie idei znajdowało się na drugiej stronie tabliczek np. “Ratusz każdego roku płaci 200,000 Euro by naprawić banki.”, “Zadbanie o miasto nic Cię nie kosztuje, Pamplona płaci za to 1.5 miliona Euro”. Kampania miała być innowacyjna, a jednocześnie szokować. Miała uświadomić mieszkańcom jakie koszty ponosi miasto każdego roku by naprawić to co zniszczyli wandale.

KitKat i Jezus czyli jak wykorzystać media

Pomysł choć prosty okazał się strzałem w dziesiątkę. W przeddzień świąt Bożego Narodzenia do największego serwisu informacyjnego w Holandii wysłano maila z informacją o postaci Jezusa, która ukazała po ugryzieniu batona KitKat. Na dowód tego załączone zostały dwie fotografie.

Rezultat był nadzwyczaj interesujący. Po tym jak serwis www.nu.nl opublikował artykuł o dziwnym odkryciu wraz ze zdjęciami informację zaczęły przedrukowywać i cytować inne media i blogi. Wystarczyły 4 dni by informacja o odnalezieniu Jezusa w batonie pojawiła się na ponad 150 tysiącach stron.

Amnesty International: Kobieta w walizce

Amnesty International chcąc uczcić 60 rocznicę uchwalenia praw człowieka przygotowało akcję przeciwko nielegalnemu handlowi ludźmi, która oprócz przechodniów miała także zainteresować media. Na kilku lotniskach kobiety zostały zamknięte w przezroczystej walizce, która została położona na taśmie z resztą bagaży.
Sprawą zainteresowało się łącznie ok. 60 tytułów mediowych w tym agencje prasowe, prasa drukowana, serwisy internetowe, a także stacja telewizyjna, która pokazała materiał w wieczornym wydaniu wiadomości.

Kampania ta przyniosła największy efekt medialny spośród kampanii realizowanych przez Amnesty International na przestrzeni ostatnich lat.

Dwie nerki w cenie jednej, czyli niezwykła promocja na sztuczne organy

Przed nami jedna z najlepszych i najbardziej spójnych kampanii promocyjnych filmu  ostatnich lat. Marketingowcy wielkich wytwórni nauczyli się, że najlepiej jeśli ramię w ramię z premierą filmu idzie kontrowersyjna kampania marketingowa. Tym razem, przyjrzymy się działaniom promującym czekający na swoją kwietniową amerykańską premierę film z pogranicza kina akcji i science-fiction “Repo Man”.

Film, w którym pojawią się m.in. Jude Law i Forest Whitaker osadzony jest w świecie przyszłości. Ludzie nauczyli się radzić z najgorszymi możliwymi schorzeniami przeszczepiając sztuczne odpowiedniki chorych organów. Problem polega na tym, że organy te są piekielnie drogie, a mająca na nie monopol na rynku firma “The Union” wynajmuje tzn. repo men, którzy mają za zadanie wydrzeć organy z ciał tych, którzy nie uregulowali jeszcze rachunku.

Cała kampania rozpoczęła się emisją zamieszczonego powyżej dość brutalnego, ale i interesującego trailera. Następnie Internet zalała fala dość niekonwencjonalnych plakatów.

Repo Men Poster

Absolutnym hitem wydaje się być stworzona specjalnie w celach promocyjnych strona fikcyjnej firmy “The Union”. Na stronie tej możemy zapoznać się nie tylko  z misją firmy. Możemy poznać opinie zadowolonych pacjentów, a nawet poznać przykładowe ceny różnych organów.

Żeby wszystko uwiarygodnić istnieje oczywiście zakładka Kontakt. Z lęku przed Repo Men, którzy mogliby mi wyrwać moje własne serce nie odważyłem się zadzwonić. Jeśli jednak ktoś miałby wystarczająco odwagi, to czekam na relację.

Skorzystałem za to z zakładki “Kariera”… i co tu dużo mówić… jeśli macie w sobie jakieś niezapłacone, sztuczne organy, to nie wpuszczajcie mnie do domu.

The Union Viral Site

Proponuję zwrócić uwagę na niezwykle korzystną promocję: dwie nerki w cenie jednej.

Swoją drogą ciekawe ile ludzi się nabierze. W końcu cała akcja ma miejsce w Ameryce ;)

Która uczelnia egzamin z promocji zdała śpiewająco?

Zagraniczne, a także i nasze, krajowe uczelnie prześcigają się w coraz to nowych formach promocji. Pisaliśmy już o libdubie  zorganizowanym przez Uniwersytet w Quebec, czy libdubie poznańskiego UAM. Jedna z największych i najlepszych amerykańskich uczelni – Uniwersytet Yale – poszła jeszcze dalej. Na fali popularności libdubów, powrotu mody na musicale i amerykańskiego szaleństwa na punkcie serialu Glee, studenci i absolwenci uniwersytetu stworzyli jeden z najlepszych filmów rekrutacyjnych jakie widziałem. Dosłownie, z chęcią przeniósł bym się w czasie (do pięknych lat młodzieńczych) i przestrzeni (do miodem i mlekiem płynących Stanów), no i oczywiście… wybrał Yale!

Co ciekawe, w odrobinę długi, ale jakże urzekający spot zaangażowani zostali obecni i byli studenci, wykładowcy, a nawet władze Uniwersytetu. W tworzeniu filmu udział brali również znani absolwenci Yale, jak np. prezenter NBC Brian Willson. Efekt jest naprawdę bardzo dobry!

Sexy trumna, czyli jak trafić na pierwsze strony gazet nie będąc Dodą

Jakiś czas temu w polskich mediach pojawiła się informacja o  kontrowersyjnym kalendarzu pewnej firmy produkującej trumny. Nie trwało długo zanim pochodząca z Wągrowca firma trafiła na pierwsze strony gazet.

Lindner Callerndar 2010

Od zawsze wiadomo, że Eros i Tanatos to główne siły napędzające ludzkie życie. Stąd wielkie emocje jakie budzić może połączenie atrakcyjnych niewiast, symbolizujących Miłość, Namiętność, Seks oraz trumien – nieodzownie kojarzących się ze sprawami ostatecznymi.

Lindner Callerndar 2010

Trudno oceniać walory estetyczne tych zdjęć, bo szczerze mówiąc nie znam przymiotników, którymi dałoby się je określić. Zamierzenie było proste – wywołać kontrowersje. Efekt został osiągnięty. Na stronie internetowej firmy znaleźć można listę mediów, które zainteresowane były nietypowym kalendarzem. Wyraźnie pokazuje to jaki był cel całej akcji. Sam kalendarz można również nabyć za cenę jedynie 40 zł. Polecam, gdyż jest to pewnie jedna z najbardziej kuriozalnych rzeczy, jaką dawno widziałem. A kto wie, może rozpocznie całą serią, która popularnością dorówna kalendarzowi Pirelli.

Ja natomiast zastanawiam się, jak daleko może posunąć się kreatywność autorów kalendarza w manipulacji elementami: modelka i trumna. Sam mam kilka pomysłów – więc gdybyście Państwo autorzy mieli jakieś chwilowe “wypalenie” to serdecznie zapraszam!

Na koniec mój ulubiony miesiąc – kwietniowa trumna żołnierza!

Lindner Callerndar 2010

Fanem kalendarza można zostać również na Facebooku – gdyby ktoś jeszcze nie był!

Może zrobią konkurs – kto zataguje się pierwszy na trumnie otrzyma ją w prezencie ;)

Katalog IKEI na wielkim ekranie

Większość ulotek i katalogów, które mają nieszczęście trafić przed mój próg bez chwili namysłu lądują w koszu w na śmieci. Większość – bowiem jest taki katalog, którego oglądanie sprawia mi prawdziwą przyjemność. I jest to właśnie katalog IKEI.

Po niezwykle udanej akcji promocyjnej na Facebooku, to kolejny wychwycony przez nas błyskotliwy marketingowy pomysł IKEI.  Do promocji swoich produktów wykorzystała ich obecność w znanych filmach kinowych. Dzięki niezwykle pomysłowej akcji wiemy już, że kuchnia, w której Brad Pitt odbywa słynną “szpiegowską” rozmowę telefoniczną w “Tajne przez poufne” to kuchnia z IKEI (co więcej, znamy również jej cenę). Wiemy, skąd pochodzi i ile kosztuje nóż, którym George Clooney kroi marchewki w tym samym filmie. Tajemnicą nie jest już także pochodzenie fotela – bohatera jednej ze scen erotycznych w kinowej wersji “Seksu w wielkim mieście”.

W ten sposób odbyło się 95 seansów, które zobaczyło razem ponad 13,000 osób. Uczestnicy seansów oczywiście otrzymywali również drukowane katalogi. Opinie były mieszane.

Z pewnością pomysł jest niezwykle kreatywny (płodny wręcz), lecz nie każdy prawdziwy kinoman życzyłby sobie takich atrakcji podczas rzeczywistego seansu filmowego. Kino, nieważne jak bardzo komercyjne by się nie stawało wciąż jest X Muzą. A samo wskazanie na pochodzące z IKEI artykuły na specjalnych seansach uważam za mniej nachalne niż wszechobecny product placement,  którego fenomenem zajmiemy się już wkrótce.

Swoją drogą, niezwykła jest globalna ekspansja IKEI. To jedna z tych marek, które sprawiają, że rzeczywiście żyjemy w globalnej wiosce. Podróżując po Europie łatwo zauważyć, że już prawie wszędzie lotniska wyglądają tak samo. Wszędzie można zjeść tego samego hamburgera w McDonalds(nieważne czy nazywa się Le Royal, czy Ćwierćfunciak z serem), wypić tą samą kawę w Starbucksie, czy pójść na zakupy do H&M, czy Zary. A w większości mieszkań naszych rówieśników znajdziemy przecież nic innego, jak znane z naszych mieszkań meble i gadżety IKEI. Welcome to global village!

Free T-Mobile Phones on Sale | Thanks to CD Rates, Best New Business and Registry Software | Grab Free Wordpress Themes