Jakiś czas temu pisaliśmy o niezwykle kontrowersyjnej brazylijskiej kampanii społecznej. Ten niezwykle specyficzny naród ponownie sięgnął po kontrowersyjne środki – tym razem w reklamie jogurtu. Klasyczne filmowe piękności: Sharon Stone ( w “Nagim instynkcie”), Marylin Monroe ( w “The Seven Year Itch”) oraz Mena Suvari (w “American Beauty”) zostały zamienione na delikatnie rzecz biorąc pulchne modelki. Efekt jest zabawny, zachwyca precyzją wykonania, a przede wszystkim… chyba działa. (Dziś na kolację był jogurt )
Brazylia znana jest z przepięknych, smukłych kobiet. Od lat powtarza się legendy o specjalnych szkołach przygotowujących dziewczyny do zdobywania tytułów Miss Universe i Miss World. Stąd, być może, pewne przyzwolenie na odwoływanie się do tego typu potrzeb.
Trudno wyobrazić sobie podobną reklamę w europejskich lub amerykańskich, ogarniętych szałem poprawności politycznej mediach. Zamiast tego lansuje się anorektyczne wprost piękności, poddane tysiącowi zabiegów w Photo Shopie, doprowadzając do szału naprawdę atrakcyjne dziewczyny, które zdają sobie sprawę, że nigdy nie będą TAK wyglądać.
Oczywiście, kwestia lansowanych trendów to zupełnie inny temat. Ale co zrobi osoba naprawdę bojąca się otyłości? Posłucha sexy modelki namawiającej jej do zjedzenia jogurtu? A może spojrzy na zdjęcia puszystej Sharon Stone i powie sobie: “Ok. Od dziś na kolację jogurt!”.
Kilka tygodni temu Łukasz na tym blogu popełnił wpis A jak to się robi z samochodami gdzie BMW, Audi, Subaru i na koniec Bentley rywalizowali w kreacjach. Dziś przypomniała mi się reklama Hyundai, która miała za zadanie nauczyć ludzi poprawnej wymowy tej marki. Większość mówi [hjundaj] gdy poprawna wersja to [handej]. Film dzięki przytyczkowi w kierunku innych producentów świetnie rozszedł się wirusowo.
Jakiś czas temu sporo uwagi poświęciliśmy kreatywności reklam prezerwatyw. Tym razem kolejny dowód na to, że kreatywni “Durexa” nie próżnują. Znakomita gra słów. Świetne przesłanie. Pamiętajmy – miłość jest ślepa. Warto więc założyć okulary. Lub prezerwatywę….
Jeśli chodzi o odważne i szokujące kampanie reklamowe, od lat zdecydowany prym wiedzie PETA. Kampanie te równie często spotykają się z zachwytem, co z odrazą. Podobnie jest i tym razem. Nie spodziewajmy się jednak nagości, albo niezwykłego okrucieństwa. Będzie tylko dziewczynka odmawiająca modlitwę przed kolacją w Święto Dziękczynienia. Ale cóż to musi być za modlitwa, skoro emisji reklamy zakazała stacja NBC…
Sęk w tym, że nie ma w niej nic nadzwyczajnego. Wykorzystanie motywu dziewczynki – omnibusa, zwracającego uwagę na ważne życiowe kwestie nie jest w amerykańskiej kulturze popularnej niczym nowym. Pewien kontrast niewinności dziecka oraz okrutnych rzeczy, o których opowiada również wypada tu blado.
Gdyby nie NBC, przypuszczam, że nikt nie zwróciłby na ten spot uwagi…
A tak między nami – jestem przekonany, że po modlitwie dziewczynki cała rodzina usiądzie i, tak czy siak wpałaszuje indyka. Welcome to America!
Sex i nagość w reklamie… wątki w reklamie poruszane od lat i czuję, że przez kolejne lata będą się nasilać. InPost wypuścił FAQ w którym przedstawia swoją nową usługę jaką są paczkomaty. W skrócie są to rozstawione w całej Polsce skrzynki, w których “listonosze” prywatnej poczty pozostawiają do odbioru przesyłki. Odbiorca o fakcie otrzymania paczki dowiaduje się za pomocą SMSa. Na stronie Paczkomaty.pl możemy zadać pytania na które odpowie nam system za pomocą syntezatora mowy – IVONA. Kiedy jednak zamiast pytania wpiszemy paczkomatXXX69 zostaniemy poprowadzeni przez serie pytań, a po każdej trafnej odpowiedzi Pani, która prowadzi nas za dłoń odsłoni kawałek swojego ciała. Poniżej krótka prezentacja.
Dla tych, którzy sami będą chcieli sprawdzić wszystkie odpowiedzi znajdują się w zakładce FAQ i cennik
Większość agencji i “specjalistów” od promocji w social media podchodzi do tematu standardowo – “tworzymy profil i wrzucamy kilka statusów codziennie”. Bardziej profesjonalni tworzą już QUIZy w których ukrywają marki dla których pracują. Kolejnym krokiem są aplikacje (choć to już rzadko spotykane bo a) trzeba wiedzieć jak, b) trzeba mieć zasoby IT, c) trzeba mieć chwytliwy pomysł). IKEA postanowiła podejść do tematu inaczej i wykorzystać najprostsze możliwości, z których użytkownicy Facebooka korzystają bardzo często. Do tego celu stworzono fałszywe konto konto managera IKEI, który publikował zdjęcia pomieszczeń zapełnione meblami i akcesoriami do wyposażenia mieszkania (które są oczywiście do kupienia w IKEI). Teraz pora na najciekawszy punk programu. Ten kto pierwszy otagował daną rzecz na zdjęciu otrzymywał ją. Jeżeli miałeś szczęście oznaczyć skórzaną sofę bądź wymarzone łózko – to wędrowało ono do Ciebie. Tak oto przedmioty zapełniające 12 pomieszczeń zostały w bardzo szybkim tempie rozdane.
Jaki efekt dla marki? O otwarciu nowego salonu IKEI dowiedzieli się wszyscy znajomi osób, które otagowały oznaczyły się na zdjęciach. Licząc, że średnio każdy z użytkowników posiadał 200 znajomych, a każde pomieszczenie wypełnione było 40 artykułami – mamy okrągłą sumę 96 tysięcy osób, które zostały zaangażowane w akcję.
Opisywałem już na tym blogu świetnie zrealizowany flashmob przygotowany dla Oprah Winfrey. Tym razem dwa przedsięwzięcia jednej marki. Coca-Cola stawiając na FlashMoby postanowiła umocnić swój wizerunek. 13 czerwca 2009 w Singapore odbył się taniec, który miał swoje przełożenie w regionalnych mediach.
Jednak to nie to wydarzenie wywołało na mnie ogromne wrażenie i uznanie dla twórców. To co poniżej można zobaczyć to efekt setek godzin prób, wielu podejść i odpowiedniego montażu końcowego. Znacznie większe wrażenie niż to na które mogły liczyć osoby przebywające w okolicy można odczuć oglądając fragment nakręcony z helikoptera, który królował nad uczestnikami i rejestrował całość. Nie zdradzając więcej szczegółów zapraszam do obejrzenia filmu.
Widzieliście wcześniej “żywą” cole, która sama wlewa się do szklanki?
Katolicki marketing – być może brzmi to całkiem niedorzecznie i na polskim rynku jest to raczej niemożliwe (choć pewnie do czasu), jednakże w niektórych krajach w pełni realne jak np. w Anglii.
W Anglii wszystko jest inne; począwszy od jedzenia, mentalności ludzi do zarobków.
Również sektor mediów jest inny: bardziej rozwinięty, otwarty i dostępny dla potencjalnych odbiorców, ale również powiedziałabym kreatywniejszy od tych naszych, polskich (albo tamtejsze media maja więcej wolności w tym co robią, tak wiec pole do popisu jest większe). Chciałabym poruszyć temat kościoła tego polskiego i angielskiego i sposób jego promocji. No właśnie, czy w Polsce promuje się kościół?
Słowo kościół pochodzi od greckiego słowa Ecclesia, które w dosłownym tłumaczeniu oznacza ‘zgromadzenie’ lub ‘ludzi powołanych’. Jednakże dla większości młodych osób w Polsce to miejsce gdzie trzeba iść co niedziele i stać przez około godzinę aby wysłuchać kazań księdza, z którymi w większości się nie zgadzamy. Dlatego większość z nas to wierzący, aczkolwiek nie praktykujący.
W Anglii sprawa wygląda zupełnie inaczej. Anglicy chodzą do kościoła by nie tylko się modlić, ale również spotkać z przyjaciółmi lub przygotować jakieś przedsięwzięcie. Ale przede wszystkim atmosfera jest inna: żywsza i luźniejsza.
Wracając jednak do promocji. Czy my w Polsce promujemy kościół? Większość z nas odpowiedziałaby, ze nie, bo co tu promować? Księży?! Aczkolwiek jest tu wiele rzeczy na które uwaga powinna być zwrócona.
Dzisiejszy kościół angielski jest promowany w wieloraki sposób. Liczne festyny to tylko jedna z propozycji, aby przyciągnąć wiernych. Mieszkańcy serwują domowe ciasta i kawę a koszt przeznaczany jest na akcje charytatywne lub odnowę I remonty kościoła.
Przed większością kościołów wiszą plakaty i szyldy reklamowe! Ale nie takie jakie u nas: szare i w większości nie przykuwające uwagi ale profesjonalne przygotowane przez agencje reklamowe (zazwyczaj nieodpłatnie) jak widać na załączonych zdjęciach. Dla mnie osobiście, był to wielki szok. Pierwsze pytanie jakie przyszło mi na myśl to, czy jest to etyczne? A następnie, czy tak wygląda XXI wiek? Nawet kościół potrzebuje reklamy?
Kiedy Jezus królował na koszulkach i majtkach(!) anglików i paskach do spodni jako znak firmowy firmy All Saints, starsze pokolenie było oburzone, w porównaniu do młodych którzy byli w stanie zapłacić £90 za skórzany pasek z napisem Jesus Loves You lub Jesus Rocks.
Jednak w wypadku plakatów i szyldów, promocja kościoła była strzałem w dziesiątkę. Pomimo faktu, ze większość z nas, Polaków ma ku temu mieszane uczucia. Z jednej strony podziwiam angielska odwagę za podjecie próby promocji kościoła i nadanie mu nowego znaczenia, probe przyciągnięcia wiernych, lecz z drugiej strony zazdroszczę odwagi, której nam Polakom brakuje.
Marketing kościoła to temat, który forsowany jest na całym świecie i to nie tylko przez sam kościół, choć często przez jego lobbing. Rząd Macedonii przeprowadził kampanię, która miała pomóc przekonać opinię publiczną do ponownego wprowadzenia nauki religii w szkołach. Przy tej okazji zrealizowano świetny klip, który wykorzystuje dobrze znaną opowieść dotyczącą Einsteina (choć jest to wyłącznie niepotwierdzona plotka z jego życia).
Jeżeli zastanawiasz się czy kościół korzysta z marketingu odpowiedzią może być książka Bruno Ballardini – Jezus i biel stanie się jeszcze bielsza. Twierdzi on, że kościół nie tyle co korzysta z marketingu, ale to on go wymyślił. Były premier dopatruje się merchandisingu, media planningu, a słowo “Alleluja” traktuje jako jingiel.
Nie pozostaje mi nic innego niż zaprosić na kolejne spotkanie Przerwa Na Reklamę SHOW – tym razem porozmawiamy właśnie na temat marketingu kościoła.
Coraz więcej mówi się o zachowaniu zasad savoir vivru szczególnie w takich krajach jak Anglia czy Japonia. Jak w większości przypadków, w Polsce owa idea dopiero raczkuje. W Warszawie z dniem 1 września 2009 ruszyła akcja „Twoja Komórka to Twoja rozmowa, nie wszyscy wokół muszą ją słyszeć”. Organizatorem akcji jest firma CenterNet S.A., realizowanej przy współpracy AMS S.A. oraz City Info TV.
W Anglii od dłuższego czasu można zaobserwować plakaty w publicznych środkach transportu, które nakłaniają jego pasażerów do ściągnięcia nóg z siedzeń, zakazu konsumpcji żywności o intensywnym zapachu… Ciekawe jak jest to wyjaśnione w regulaminie, bo pewnie jakiś regulamin zasad istnieje. Czy chipsy zaliczamy do produktów typu smelly? Szczerze się przyznam, ze gdy pierwszy raz zobaczyłam te plakaty to się uśmiechnęłam i tak jak większość z nas pomyślałam, ze jest to strata pieniędzy na tego typu kampanie i papieru na których komunikaty zostały wydrukowane. Ale ku mojemu zaskoczeniu, większość pasażerów stosuje się do tych zasad a jak nie, to w przeciągu kilku minut ktoś reaguje; albo konduktor albo sami pasażerowie. I nikt tu się nie złości, nie padają żadne epitety w kierunku osób zainteresowanych całym incydentem. Ale to już jest moim zdaniem siła tłumu. Jeden za wszystkich wszyscy za jednego!
Wracając do tematu, Japonia przyjęła bardziej rygorystyczne wymogi dla swoich pasażerów. Jakiś czas temu ukazała się seria plakatów, które informują nas o tym czego nie powinniśmy robić w środkach publicznego transportu. Najciekawszym, moim zdaniem jest zakaz robienia przez kobiety (mężczyzn chyba tez lol) makijażu.
Seria plakatów poniżej.
Swoja droga ciekawe, jaka grzywna grozi za złamanie któregoś z zakazów. Zabiorą mi tusz do rzęs?
Czy ktoś z Was pomyślał kiedyś by wykorzystać zwierzęta do promocji własnego produktu? Obawiam się, że gdyby sprawa dotyczyła psa, kota czy innych zwierząt do których czujemy jakieś przywiązanie czy szacunek to kampania miałaby negatywny wydźwięk. Co jednak kiedy nośnikiem reklamy jest zwykła mucha?
Właśnie tego owada postanowiono wykorzystać podczas targów książki. Kilkuset muchom przyczepiono kartki z treścią reklamową po czym wypuszczono je w budynku, w którym odbywały się targi. Reakcję ludzi zobaczcie sami.
Blog prowadzą twórcy Agencji Płodni.comSprawdź co możemy dla Ciebie zrobić
- Marketing wirusowy,
- Reklama na niestandardowych nośnikach,
- Organizacja niestandardowych eventów,
- Gry marketingowe,
- Akcje miejskie / Flash mob,
- Kampanie w social media,
- Marketing mobilny.